— Głaskałam go po nóżce delikatnie, mówiłam do niego, że zaraz będzie pomoc. Żeby się nie bał. Miałam nadzieję, jak wszyscy pasażerowie tego autobusu, że dziecko przeżyje — opowiada "Faktowi" Barbara Gierek (59 l.), która kilka dni temu czuwała przy 5-letnim ukraińskim chłopcu, gdy jego poranione ciało utknęło pod miejskim autobusem. To wydarzyło się 6 września w Chrzanowie (woj. małopolskie). Chłopiec próbował nadążyć za nastoletnimi braćmi, których kierowca autobusu jeszcze miał w polu swego widzenia... 11 września przesłuchano w obecności polsko-ukraińskiego tłumacza matkę zmarłego malca. Jest w fatalnym stanie psychicznym.