Ani śmierć kobiety na porodówce w Bielsku-Białej, ani śmierć ciężarnej kobiety, której w warszawskim szpitalu zamiast tlenu podano gaz, ani gwałt na komisariacie, nie sprawiły, że feministki, które tak ochoczo demonstrowały w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy, wyszły na ulice. Posłanka Anna Maria Żukowska zapytana na antenie Radia Zet właśnie o tę kwestię, przyznała, że nie wie, w "jakiej sprawie miałaby wychodzić na ulice". Chyba trudno o większą hipokryzję.