Coraz częściej to nie dziecko, ale rodzic rozwiązuje szkolne konflikty. Pisze maile do nauczycieli, tłumaczy nieodrobione prace domowe, interweniuje przy każdej gorszej ocenie. Choć intencje są dobre, eksperci ostrzegają: nadopiekuńczość w relacji szkoła–dom może przynieść dziecku więcej szkody niż pożytku. Gdzie kończy się wsparcie, a zaczyna wyręczanie dziecka w radzeniu sobie z rzeczywistością?