Kamil B. to człowiek, który wymyka się wszelkim granicom przewidywalności. Mimo wyroku za wcześniejszy atak na lekarkę, nie trafił do więzienia. 14 stycznia wszedł do gabinetu psychiatrycznego w Częstochowie i skatował kolejną kobietę. — Była cała we krwi, leżała pod kaloryferem — opisywali świadkowie. 30-letni napastnik został zatrzymany na miejscu, a teraz znów stanął przed sądem. Podczas przerwy, gdy rozważano decyzję o areszcie, mężczyzna wybuchł. Przewrócił się na korytarzu i zaczął wrzeszczeć niezrozumiałe słowa. Nie było jasne, czy to atak paniki, symulacja, czy jego sposób na pożegnanie z wolnością.