O porażkach, nokautach i kontuzjach Andrzeja Gołoty odniesionych w ringu powiedziano już wszystko. Były pięściarz wagi ciężkiej miał jednak wyjątkowy "dar" do łapania urazów również wtedy, kiedy nie zakładał rękawic. W dodatku w najmniej odpowiednich momentach. Jak choćby w 2004 roku, krótko przed walką o zawodowe mistrzostwo świata z Johnem Ruizem. Założył spadochron i skoczył.