Tak niewiele brakowało, aby Jagiellonia sprawiła bardzo miłą niespodziankę i awansowała do kolejnej rundy Ligi Konferencji. Ogromna szkoda… Do szczęścia zabrakło bowiem ciut lepszego, bardziej sprawiedliwego wyniku w pierwszym spotkaniu z Fiorentiną. Sprawiedliwszego, ponieważ ekipa Adriana Siemieńca grała znacznie lepiej, niż wynik na to wskazuje. Generalnie, do awansu zabrakło dwóch rzeczy. Po pierwsze - lepszej postawy bramkarza i postawienia kropki nad "i" we wczorajszym meczu. Rywal był już na linach i trzeba było do niego dopaść i zadać mu jeszcze jeden, kończący cios. Druga sprawa to, o czym pisałem przed tygodniem - w pierwszym spotkaniu brakowało kluczowych piłkarzy, czyli Pululu i Romańczuka. Obaj byli już wiodącymi postaciami rewanżowego starcia. Do tego we Włoszech błysnął - i to bardzo jasnym światłem - 19-letni Bartosz Mazurek. Trzy gole w takim spotkaniu na pewno odbiły się szerokim echem nie tylko w Polsce.