Już lata temu obiecałam sobie, że nigdy więcej nie "zmarnuję" urlopu na polskie morze. Ceny na poziomie europejskich kurortów, temperatura godna dalekiej północy, podobnie zresztą jak woda, która zamiast ochłody funduje od razu morsowanie, plaże pełne ludzi i parawanów, kilometrowe kolejki po lody i gofry wątpliwej jakości, trudna do zniesienia muzyka płynąca nie tylko z głośników Bluetooth, ale też straganów i automatów zachęcających do wydawania ciężko zarobionych pieniędzy na "nadmorskie wspomnienia" prosto z Chin.